Byłam bardzo zaciekawiona gdzie mnie zabierze. Wyobrażałam sobie wiele. On jednak zaczął mnie oprowadzać po swoim podwórku. Zawstydziłam się. Miał ogromny basen, duży piękny ogród z kwiatami, mały budynek, w środku którego znajdowała się mini siłownia. Sądząc po jego pięknej muskulaturze korzystał z niej przynajmniej raz w tygodniu.
On uśmiechał się chodząc ze mną po całej posiadłości i pokazując mi wszystko, co posiada. Ja jednak czułam zażenowanie. Nie posiadałam nawet jednej czwartej tego, co on. Jednak pomimo tego, jak głupio się czułam odwzajemniałam niepewnie uśmiech.
Kiedy w końcu zauważył że mi trochę nie odpowiada jego zachowanie, przystopował. Złapał mnie za rękę.
-Chodź.- Oznajmił. Zauważyłam, że jego zapał ostygł. Zaciekawiło mnie czemu. Może jednak udawałam za mało zainteresowaną. A on prowadził mnie. Przekroczyliśmy jego bramę. Popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem.- Idziemy na spacer.
Wyluzowałam się. Zaczął mnie prowadzić w stronę lasu. Weszliśmy w dróżkę, której nigdy wcześniej nie zauważyłam.
-Skąd ona się tu wzięła?- Zapytałam. Bo zdziwiło mnie, że pomimo, że mieszkam w tej okolicy nie wiedziałam, że ona tu istnieje i dokąd prowadzi.
-Wiesz, tak szczerze mówiąc, ten las, ogólnie dużo miejsc jest w własnością mojej rodziny. Mimo wszystko inni i tak tędy łażą, więc postaraliśmy się zasadzić tu parę drzew, żeby nie było widać tej dróżki. Jak widać- podziałało.
-A dokąd prowadzi?- Zapytałam zaciekawiona.
-Do jeziora. Uwielbiam tam przesiadywać, szczególnie kiedy łowimy tam z tatą ryby, wiesz, tak dla rozrywki, co złowimy to z powrotem do rzeki. Z tym miejsce mam wiele wspomnień.
-Tak? Naprawdę? Jakie?- Zapytałam.
-W gorące dni skakałem z Prim na sznurku do wody. Pamiętam jak tato się namęczył, aby wejść na drzewo i ten sznur tam zawiesił. Przy okazji zrobił huśtawkę z opony. Bo mimo, że było nas stać na coś lepszego, chciał nam dać kawałek zwyczajnego dzieciństwa.- Jacob uśmiechnął się do swoich wspomnień, mnie zaś objęła zazdrość.
-Kto to jest Prim!?- Naburmuszyłam się trochę. Więc jeżeli miał tam dobre wspomnienia z jakąś dziewczyną, ja po prostu będę następną. Usłyszawszy moje pytanie, chłopak uśmiechnął się krzywo. Jakbym poruszała niechciany przez niego temat.
-Tak na imię miała moja siostra.- Nagle zrobiło mi się strasznie głupio. Znów niechcący poruszyłam ten temat. Ale postanowiłam już dokończyć ten temat, aby nie popełnić tej samej gapy po raz drugi.
-Co się właściwie z nią stało?- Popatrzyłam w jego smutną twarz, a potem spuściłam wzrok. Dziwnie się czułam. On milczał. Nie powinnam o to pytać, ale trudno, nie odwrócę czasu. Ze smutkiem zaczęłam liczyć moje kroki. Raz- dwa. Raz- dwa. Nie wiem, jak daleko było jeszcze do naszego celu, ale ale wiedziałam, że muszę szybko zmienić temat, nim przestaniemy dzisiaj rozmawiać w ogóle. Ale nim coś wymyśliłam, on jednak odpowiedział drżącym głosem.
-Ona... Tak mi jej cholernie brakuje!- Stanął, a ja razem z nim. Po jego policzku spłynęła łza. Przytuliłam go. Chciałam zakończyć ten temat, jak ochłonie. Nie potrzebnie się zapytałam. Smutek sprawił, że już mi się nic nie chciało.- Ona od nas odeszła, tak po prostu. Nie chciało jej się już żyć. Zabiję gnoja!
Nagle przestałam już rozumieć cokolwiek. Co tak właściwie się stało? Nie chciałam się pytać, bałam się jego reakcji.
Puściłam go z objęć.
-Więc co właściwie się stało?- To pytanie samo wymsknęło się z moich ust. Znienawidziłam się za to.
-Była bardzo zakochana, codziennie przychodziła szczęśliwa ze szkoły i nikt nie potrafił jej zepsuć humoru. Jej dobre samopoczucie trwało przez trzy lata. Bardzo długo, nawet jak na związek z takim stażem. Aż do pewnego dnia. Coś się stało. gdy wypatrując ją przez okno zauważyłem, że idzie smutna, taka... inna, niż zawsze. Płakała. A ja wtedy byłem smarkaczem i niczego nie rozumiałem. Gdy po nią wybiegłem przed dom, szybko otarła policzki i uśmiechnęła się do mnie szeroko. Ale jej oczy były inne, niż zawsze. Pomimo mojego szczenięcego wieku, od razu zauważyłem różnicę. Gdy zapytałem, powiedziała, że przecież nic się nie stało. Ale zmieniła się. Stała się taka... sztuczna. Od tamtego dnia już nigdy się nie uśmiechnęła tak prawdziwie. Raz wszedłem do jej pokoju, a ona miała całe zakrwawione ręce. Przeraziłem się, wtedy nie rozumiałem, a ona zaczęła na mnie krzyczeć przez łzy, żebym ją zostawił, no to ją zostawiłem.
-Jejku... Wykrwawiła się?- Było mi cholernie smutno. Nie wiedziałam, ze takie rzeczy spotykają na pozór szczęśliwych ludzi. Mięli wszystko, pieniądze, dobrych rodziców, dużo talentów i urodę. A jednak to nie wszystko...
-Nie, nie wykrwawiła się. O tej sprawie nie powiedziałem rodzicom, ale oni i tak wiedzieli. Mama popłakiwała. Tata wiecznie chodził spięty i rozczulał się nad nią. Nagle zaczęli zwracać więcej uwagi niż zwykle, nie chcieli, żeby coś się stało, chodź wiedzieli, że to nieuniknione. Prim doceniała ich starania, ale z każdym dniem coraz bardziej się od nas odsuwała. Aż raz odsunęła się już na zawsze.- Przeraziłam się. Dostałam gęsiej skórki.- Popełniła samobójstwo. Powiesiła się.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Zabrakło mi słów. To było takie straszne. Jednym z najgorszych przeżyć jest chyba właśnie to, gdy tracisz kogoś, kogo kochasz.
W ciszy dotarliśmy na miejsce. Moim oczom okazało się duże jezioro. Wyobraziłam sobie kąpiących się tam Jacoba i Prim. Dwójka szczęśliwych dzieci. Najlepszy okres w życiu, który w końcu został przerwany nieszczęśliwą miłością dziewczynki.
Mój chłopak podszedł od tyłu i mnie przytulił. Przekręciłam głowę i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy. Bo przecież Prim to nie tylko ta smutna dziewczyna, była tez kiedyś szczęśliwym dzieckiem korzystającym z życia.
-Widzę, ze się dzisiaj bardzo ładnie ubrałaś.- Jego uśmiech na twarzy bardzo się poszerzył.
-Dziękuj...- Jacob wziął mnie na ręce i zaczął ze mną biegnąć.-AAAAA!, co ty robisz?
Nim zorientowałam się, co ma zamiar począć, on wrzucił mnie do wody. Moje ciało ogarnął przerażający chłód.Woda przemoczyła mnie do suchej nitki. To nie było miłe.
-Co ty zrobiłeś, debilu!?- Nagle zewsząd było słychać jego głośny śmiech. Wybiegłam z wody i złapałam go za rękę. Nim zdążył się zaprzeć nogami, wylądował w wodzie. Zaczęliśmy się chlapać. A wtedy coś sobie przypomniałam.- Czekaj!
-Co czekaj, wojna, to wojna!- Uderzył pięścią w wodę, a ta prysnęła na mnie. Wrzasnęłam, gdy poczułam wodę na sobie.
-Ale poczekaj, która godzina? Po na drugą mam być w domu.- Jacob wyszedł z wody. Wiem, że pewnie dalej by się ze mną dręczył, ale chyba musiał zobaczyć moją przerażoną twarz, że poszedł sprawdzić, która jest.
-Za dwadzieścia druga.
No pięknie. Jestem na wagarach trzy kilometry od domu, na dodatek koło jeziorka, a naokoło jest las. A ja cała przemoczona.
-Przepraszam, ale ja muszę iść!
Wiem, ze go rozczarowałam, ale przeraźliwie bałam się ojca. Miałam tylko nadzieję, że zdążę wrócić przed czasem, a on nie zauważy w jakim jestem stanie.
Dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam w stronę domu zostawiając go rozczarowanego.
Muzyka
wtorek, 23 września 2014
wtorek, 9 września 2014
4 rozdział
Nasze złączone ręce kołysały się między nami. W tym momencie byłam najszczęśliwszą dziewczyną na tej ziemi. Popatrzyłam w zielone oczy Jacoba. zaraz, zielone?! Pewnie założył soczewki.
-Gdzie my tak właściwie idziemy?- Słysząc moje pytanie Jacob uśmiechnął się tajemniczo. Ale mimo to, odpowiedział.
-Idziemy do mnie. Chcesz zobaczyć jak mieszkam?- Kiwnęłam głową, że tak. Ale naraz wstąpiło we mnie wiele obaw. A jeżeli będzie chciał zobaczyć jak ja mieszkam? Jeżeli będzie chciał poznać moich rodziców?Mam nadzieję, ze nie. Nie poznam go przecież z moim brutalnym ojcem. A mama leży w szpitalu, a ja nawet nie wiem, co z nią jest. Tak się cholernie martwię! Dobrze wiem, co mój ojciec potrafi...
Stanęliśmy przed ogromną willą. Poczułam ukłucie zazdrości. Ja nigdy tak nie mieszkałam, nigdy nie miałam luksusów. Mi życie dało prawdziwy wycisk. Właściwie pierwszy raz będę w środku takiego domu.
-To tutaj?- zapytałam. Uśmiechnął się. Kiwnął głową, ze tak. Jej! Ten dom był ogromny, biały i wręcz cudowny! I wystawał kawałek basenu, który musiał być z tyłu. Jacob żył w takich luksusach. Ja zaś jestem zwyczajną wieśniarą... Czuję się głupio. Zachciałam naraz wracać do szkoły. Ja tutaj nie pasuję.
-Chodź!- powiedział władczym tonem. Od razu zapomniałam, że jeszcze chwilę temu chciałam uciekać.
Weszliśmy do dużego, pięknego pomieszczenia. Uderzyło mnie, że chłopak nie powiedział kulturalnego "nie ściągaj butów". No, trudno. Widać nie wychowywano go tak, jak mnie. w zasadzie jeśli bym nieźle zabłociła, to teren do odkurzania byłby za wielki.
-Chodź tu Jacob, razem z Kate.- Usłyszałam miły głos kobiety. Zdziwiłam się. Kto to mógł powiedzieć? Nikt nie wiedział, ze poszliśmy na wagary, w zasadzie Jacob nawet nie miał czasu kiedy to komuś powiedzieć, bo sam nie wiedział, że nie pójdzie do szkoły. A po za tym skąd ta kobieta zna moje imię? Nagle strach mnie sparaliżował.
-Już idziemy, mamo!- Mamo? To nie było logiczne. To nie była zła, ze jej syn poszedł na wagary? I skąd wiedziała, że ja to Kate?
Pokonaliśmy dwa luksusowe pomieszczenia i znaleźliśmy się w czymś, co nazwałabym kuchnią. Stała tam kobieta wyglądająca, jakby miała ze czterdzieści lat. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
Przedstawiła mi się. Ja jej również, ale miałam wrażenie, że skądś mnie zna, choć nie miałam pojęcia skąd. Usiadłam z Jacobem przy stole. Jego mama wciąż stała przy blacie i piła wodę ze szklanki. Nagle zaczęła się intensywnie we mnie wpatrywać. Jej mina momentalnie zbladła. Zrobiła ogromne oczy. Nie wiedziałam, co się dzieje. Spojrzałam na Jacoba. Patrzył rozkojarzony na matkę, jakby zastanawiał się, o czym ona myśli.Znów popatrzyłam na mocno wpatrzoną we mnie matkę Jacoba. Miała otwarte oczy pełne strachu.
Nagle puściła szklankę z wodą na podłogę, lecz nie zwróciła na to uwagi. Poderwałam się i podeszłam. Nagle kobieta ocknęła się, jakby wyszła z transu.
-Posprzątam!- Rzuciłam. Popatrzyła na podłogę.Uśmiechnęła się do mnie słabo.
-Nie, dam sobie radę, idźcie z Jacobem do jego pokoju.- Powiedziała pani Summer.
-Mamo, wszystko w porządku?- Zaniepokoił się chłopak. Miał zobojętniałą minę. On chyba wiedział co się stało. Dla mnie to było tajemnicą. Ciekawość gryzła mnie i nie przestawała.
-Jest dobrze, synku. Idźcie do siebie, ja posprzątam. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Po prostu coś dziwnego zobaczyłam, nie przejmuj się, jest dobrze. Idźcie. Już.- Powiedziała roztrzepana. Co było we mnie takiego dziwnego, ze aż upuściła szklankę?
Kiedy wychodziliśmy z pomieszczenia, zauważyłam, że mama chłopaka pochylała się nad rozbitym szkłem i płakała. Co tak właściwie się stało? Co jest ze mną nie tak? Nie podeszłam do niej, wiem, że ona potrzebuje teraz spokoju, z jakiejkolwiek przyczyny.
Przechodziłam przez hol nie zwracając uwagi na jego piękno. Miałam zbyt wstrząśniętą głową przemyśleniami. Ale kiedy znaleźliśmy się sami w jego pokoju, od razu o wszystkim zapomniałam.
Jacob zamknął drzwi. Jego pokój był piękny. Taki wszechstronny i wyrażający jego hobby- koszykówkę i... motory. Przyglądałam się z uwielbieniem każdemu detalowi w tym pomieszczeniu zaczynając od jasnych paneli, kończąc na zdjęciach stojących na biurku. Podeszłam bliżej, aby im się przyjrzeć.
Na pierwszym zdjęciu widniał starszy człowiek. Po rysach twarzy zorientowałam się, że jest to pewnie jego dziadek. Wyglądał na zamożnego człowieka, jednak zdjęcie wydrukowane czarno białym kolorem. Nie chciałam myśleć czemu. Od razu mój wzrok skierował się na zdjęcie obok. Prześliczna dziewczyna z kasztanowymi włosami, około rok ode mnie młodsza. Usta pomalowane czerwoną, intensywną szminką. Jej uroda zbiła mnie z tropu. Kim ona jest? Jego dziewczyną? Jeśli tak, to nie mam z nią najmniejszych szans. Z góry bym z nią przegrała.
-To moja siostra.- Usłyszałam szept Jacoba. Nie wiedziałam, że stał tuż za mną.- Ona... nie żyje.- Jego ton był bardzo smutny. Kurczę, nie chciałam, żeby się załamywał przeze mnie...
-Przykro mi...- Odpowiedziałam. Obróciłam się i spojrzałam w jego smutne oczy. Dotknęłam dłonią jego policzka. Popatrzył na mnie.
Złapał mnie za głowę, a ja zamknęłam oczy. Delikatnie dotknął moje usta swoimi. Poczułam, jak od środka wypełnia mnie szczęście. Oderwaliśmy się od siebie, ale ja za chwile znów przybliżyłam się do jego twarzy. Delikatnie zaczęlismy się całować. Jego lewa ręka czochrała moje włosy. Podekscytowana zaczęłam ssać jego dolną wargę. Podskoczyłam i dałam moje nogi mu w pasie. Wciąż eksperymentowaliśmy z naszymi ustami.
Jacob skoczył ze mną na łóżko. Zaczęliśmy się bardzo namiętnie całować. Kiedy poczułam ból i przypomniałam sobie moje siniaki, których za wszelką cenę nie mógł zobaczyć, zorientowałam się do czego zmierzamy. Cholernie się wystraszyłam i odepchnęłam go.
-Co się stało?- Zapytał czule. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Był napalony. I pragnął mnie. Ale ja nie mogłam. Przynajmniej nie dzisiaj, gdy mam na ciele ślady pobicia przez własnego ojca.Zaczęłam szukać w głowie wymówek. Nie mogłam się dzisiaj zgodzić.
-Bo... Jeszcze nigdy tego nie robiłam. Daj mi trochę czasu. Proszę.- Jego oczy pochłonęły mnie do całości. Ciało dawało mi znaki, ze ja właściwie tego chcę. I musiałam się powstrzymywać z całych sił, aby nie ulec temu pragnieniu.
-Dobrze, nie musimy się śpieszyć. Przepraszam, że ja tak...
-Och, nic się nie stało. Naprawdę!- Uśmiechnął się słodko.
-Masz ochotę gdzieś ze mną pójść?- Zapytał z dziwnym uśmieszkiem.
-Pewnie!
-Gdzie my tak właściwie idziemy?- Słysząc moje pytanie Jacob uśmiechnął się tajemniczo. Ale mimo to, odpowiedział.
-Idziemy do mnie. Chcesz zobaczyć jak mieszkam?- Kiwnęłam głową, że tak. Ale naraz wstąpiło we mnie wiele obaw. A jeżeli będzie chciał zobaczyć jak ja mieszkam? Jeżeli będzie chciał poznać moich rodziców?Mam nadzieję, ze nie. Nie poznam go przecież z moim brutalnym ojcem. A mama leży w szpitalu, a ja nawet nie wiem, co z nią jest. Tak się cholernie martwię! Dobrze wiem, co mój ojciec potrafi...
Stanęliśmy przed ogromną willą. Poczułam ukłucie zazdrości. Ja nigdy tak nie mieszkałam, nigdy nie miałam luksusów. Mi życie dało prawdziwy wycisk. Właściwie pierwszy raz będę w środku takiego domu.
-To tutaj?- zapytałam. Uśmiechnął się. Kiwnął głową, ze tak. Jej! Ten dom był ogromny, biały i wręcz cudowny! I wystawał kawałek basenu, który musiał być z tyłu. Jacob żył w takich luksusach. Ja zaś jestem zwyczajną wieśniarą... Czuję się głupio. Zachciałam naraz wracać do szkoły. Ja tutaj nie pasuję.
-Chodź!- powiedział władczym tonem. Od razu zapomniałam, że jeszcze chwilę temu chciałam uciekać.
Weszliśmy do dużego, pięknego pomieszczenia. Uderzyło mnie, że chłopak nie powiedział kulturalnego "nie ściągaj butów". No, trudno. Widać nie wychowywano go tak, jak mnie. w zasadzie jeśli bym nieźle zabłociła, to teren do odkurzania byłby za wielki.
-Chodź tu Jacob, razem z Kate.- Usłyszałam miły głos kobiety. Zdziwiłam się. Kto to mógł powiedzieć? Nikt nie wiedział, ze poszliśmy na wagary, w zasadzie Jacob nawet nie miał czasu kiedy to komuś powiedzieć, bo sam nie wiedział, że nie pójdzie do szkoły. A po za tym skąd ta kobieta zna moje imię? Nagle strach mnie sparaliżował.
-Już idziemy, mamo!- Mamo? To nie było logiczne. To nie była zła, ze jej syn poszedł na wagary? I skąd wiedziała, że ja to Kate?
Pokonaliśmy dwa luksusowe pomieszczenia i znaleźliśmy się w czymś, co nazwałabym kuchnią. Stała tam kobieta wyglądająca, jakby miała ze czterdzieści lat. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
Przedstawiła mi się. Ja jej również, ale miałam wrażenie, że skądś mnie zna, choć nie miałam pojęcia skąd. Usiadłam z Jacobem przy stole. Jego mama wciąż stała przy blacie i piła wodę ze szklanki. Nagle zaczęła się intensywnie we mnie wpatrywać. Jej mina momentalnie zbladła. Zrobiła ogromne oczy. Nie wiedziałam, co się dzieje. Spojrzałam na Jacoba. Patrzył rozkojarzony na matkę, jakby zastanawiał się, o czym ona myśli.Znów popatrzyłam na mocno wpatrzoną we mnie matkę Jacoba. Miała otwarte oczy pełne strachu.
Nagle puściła szklankę z wodą na podłogę, lecz nie zwróciła na to uwagi. Poderwałam się i podeszłam. Nagle kobieta ocknęła się, jakby wyszła z transu.
-Posprzątam!- Rzuciłam. Popatrzyła na podłogę.Uśmiechnęła się do mnie słabo.
-Nie, dam sobie radę, idźcie z Jacobem do jego pokoju.- Powiedziała pani Summer.
-Mamo, wszystko w porządku?- Zaniepokoił się chłopak. Miał zobojętniałą minę. On chyba wiedział co się stało. Dla mnie to było tajemnicą. Ciekawość gryzła mnie i nie przestawała.
-Jest dobrze, synku. Idźcie do siebie, ja posprzątam. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Po prostu coś dziwnego zobaczyłam, nie przejmuj się, jest dobrze. Idźcie. Już.- Powiedziała roztrzepana. Co było we mnie takiego dziwnego, ze aż upuściła szklankę?
Kiedy wychodziliśmy z pomieszczenia, zauważyłam, że mama chłopaka pochylała się nad rozbitym szkłem i płakała. Co tak właściwie się stało? Co jest ze mną nie tak? Nie podeszłam do niej, wiem, że ona potrzebuje teraz spokoju, z jakiejkolwiek przyczyny.
Przechodziłam przez hol nie zwracając uwagi na jego piękno. Miałam zbyt wstrząśniętą głową przemyśleniami. Ale kiedy znaleźliśmy się sami w jego pokoju, od razu o wszystkim zapomniałam.
Jacob zamknął drzwi. Jego pokój był piękny. Taki wszechstronny i wyrażający jego hobby- koszykówkę i... motory. Przyglądałam się z uwielbieniem każdemu detalowi w tym pomieszczeniu zaczynając od jasnych paneli, kończąc na zdjęciach stojących na biurku. Podeszłam bliżej, aby im się przyjrzeć.
Na pierwszym zdjęciu widniał starszy człowiek. Po rysach twarzy zorientowałam się, że jest to pewnie jego dziadek. Wyglądał na zamożnego człowieka, jednak zdjęcie wydrukowane czarno białym kolorem. Nie chciałam myśleć czemu. Od razu mój wzrok skierował się na zdjęcie obok. Prześliczna dziewczyna z kasztanowymi włosami, około rok ode mnie młodsza. Usta pomalowane czerwoną, intensywną szminką. Jej uroda zbiła mnie z tropu. Kim ona jest? Jego dziewczyną? Jeśli tak, to nie mam z nią najmniejszych szans. Z góry bym z nią przegrała.
-To moja siostra.- Usłyszałam szept Jacoba. Nie wiedziałam, że stał tuż za mną.- Ona... nie żyje.- Jego ton był bardzo smutny. Kurczę, nie chciałam, żeby się załamywał przeze mnie...
-Przykro mi...- Odpowiedziałam. Obróciłam się i spojrzałam w jego smutne oczy. Dotknęłam dłonią jego policzka. Popatrzył na mnie.
Złapał mnie za głowę, a ja zamknęłam oczy. Delikatnie dotknął moje usta swoimi. Poczułam, jak od środka wypełnia mnie szczęście. Oderwaliśmy się od siebie, ale ja za chwile znów przybliżyłam się do jego twarzy. Delikatnie zaczęlismy się całować. Jego lewa ręka czochrała moje włosy. Podekscytowana zaczęłam ssać jego dolną wargę. Podskoczyłam i dałam moje nogi mu w pasie. Wciąż eksperymentowaliśmy z naszymi ustami.
Jacob skoczył ze mną na łóżko. Zaczęliśmy się bardzo namiętnie całować. Kiedy poczułam ból i przypomniałam sobie moje siniaki, których za wszelką cenę nie mógł zobaczyć, zorientowałam się do czego zmierzamy. Cholernie się wystraszyłam i odepchnęłam go.
-Co się stało?- Zapytał czule. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Był napalony. I pragnął mnie. Ale ja nie mogłam. Przynajmniej nie dzisiaj, gdy mam na ciele ślady pobicia przez własnego ojca.Zaczęłam szukać w głowie wymówek. Nie mogłam się dzisiaj zgodzić.
-Bo... Jeszcze nigdy tego nie robiłam. Daj mi trochę czasu. Proszę.- Jego oczy pochłonęły mnie do całości. Ciało dawało mi znaki, ze ja właściwie tego chcę. I musiałam się powstrzymywać z całych sił, aby nie ulec temu pragnieniu.
-Dobrze, nie musimy się śpieszyć. Przepraszam, że ja tak...
-Och, nic się nie stało. Naprawdę!- Uśmiechnął się słodko.
-Masz ochotę gdzieś ze mną pójść?- Zapytał z dziwnym uśmieszkiem.
-Pewnie!
~~~~~~~~~~~~~~
Kto poznaje pierwszą piosenkę na mojej liście?? ^^
Jeżeli to czytacie, to proszę o pozostawienie po sobie komentarzy, ponieważ chciałabym wiedzieć czy ktoś czyta moje wypociny... xd
Jestem otwarta na krytykę, człowiek całe życie się uczy! Piszcie co wam się podobało, czy też nie ;)
Dziękuję za uwagę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)