Muzyka

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

3 rozdział

Wstałam dziś bardzo wcześnie i nie mogłam usnąć. Ach ten zegar biologiczny. Zawsze wybudza człowieka przed budzikiem, jeżeli on się bardzo denerwuje.

Myślałam o Jacobie. Jestem niezmierną szczęściarą, bo na ponad trzysta dziewczyn w szkole, wybrał właśnie mnie.

'James',podpowiedziała mi moja podświadomość.  'Jak on się czuje, czy spał tej nocy?' Z resztą pomogłam mu jak mogłam. Ale miałam wyrzuty sumienia, choć właściwie nie wiedziałam czemu.

A i mam ten jeden cholerny problem. Umówiłam się na dzisiaj na randkę. Z Jacobem, prawdopodobnie moim przyszłym chłopakiem. No cóż, skoro mamy się spotkać po lekcjach, a ja od razu muszę wracać do domu... Problem jest ogromny. Dobrze wiem, że powinnam go odprawić do domu i nie dawać nadziei, ale ja tego pragnę. Kocham go całym moim serduszkiem. Chcę, żeby mnie zrozumiał, ale to za trudne. I nie mogę mu powiedzieć.

Chciałam przetrzeć rękoma oczy, ale zaraz odsunęłam dłoń, gdy poczułam ból. Ach, no tak. Wczoraj dostałam mocno w twarz. Szybko wygrzebałam z mojej torby lusterko i przyjrzałam się odbiciu. Ogromny siniak. Koło oka. Poleciała mi łza. Ja na prawdę chcę być tylko szczęśliwa, ale ojciec mi wszystko utrudnia. Już wystarczająco zniszczył moją psychikę.

Wczoraj wieczorem byłam taka zmęczona i obolała, że nie zdążyłam się umyć. Usnęłam w ciuchach, w których byłam.

Tata był teraz w pracy. Często robił w nocy i wracał o godzinie 10.

Poszłam do łazienki i rozebrałam się. Stanęłam przed wielkim lusterkiem. Wielki siniak na udzie, na ręce, na obojczyku, koło kolana i największy na brzuchu. To tak z grubsza, bo były jeszcze malutkie, ale je było w miarę łatwo zamaskować. Największy problem stanowił ten na twarzy. Cóż, nienawidzę makijażu, ale dziś jestem zdana tylko na niego.

Wskoczyłam pod prysznic. Uwielbiam polewać moje ciało gorącą wodą, ale z doświadczenia wiem, że ze dwa dni po świeżym katowaniu przez ojca, lepiej jej unikać. Trzeciego dnia jest już trochę lepiej.

Lodowata woda orzeźwiła mnie i pobudziła do myślenia. I przy okazji umyłam głowę, aby nie było śladów krwi. Szampon strasznie drażnił moją ranę za uchem. Trudno, nie takie rzeczy się przeżyło. Z tatą bywało o wiele gorzej. Na przykład w wakacje, gdy nie musiałam się pokazywać w szkole. A jeszcze gorzej miała moja mama, która była bezrobotna. Nie musiała się pokazywać nikomu.

Gdy wyszłam z łazienki, dałam rzeczy do prania. Poszłam w kierunku swojego pokoju. W co ja się dzisiaj ubiorę? Jako, ze dziś jest specjalny dzień dla mnie, chciałam Ubrać sukienkę, którą dostałam po mamie. Kupiła ją sobie, ale była za ciasna. Więc dostałam ją ja. Była taka śliczna, że aż szkoda mi było ją używać. Ale dziś chciałam się przełamać.

I tu kolejny problem. Niebieska sukienka- miniówka nie zasłaniała siniaka na udzie, bo był za nisko. Westchnęłam myśląc, jak pięknie mogło by być. Ale zaraz potem do głowy przyszedł mi pomysł. Pończochy. Tak, czarne pończochy zdecydowanie pasowały do tej sukienki.

Przyjrzałam się sobie w dużym lusterku. Wyglądałam prawie dobrze, ale... Ten siniak koło oka. Hm... Zawsze chodzę w kitce, ale jak raz mogłabym uczesać się inaczej.

Niewiele myśląc rozpuściłam moje brązowe włosy długie aż do pasa. Wyszczotkowałam je i wzięłam się za makijaż. Posmarowałam twarz kremem matującym. Co prawda nie miałam wielkiego problemu z pryszczami, ale teraz chciałam zatuszować fioletową niedoskonałość za okiem, którą po części przykrywały włosy. Następnie się po pudrowałam. Już tego aż tak nie było widać. Może troszeczkę, ale trzeba było się bardzo przyjrzeć.

Pozostały tylko oczy. Zrobiłam niebieski cień i pomalowałam rzęsy tuszem. Na koniec zrobiłam kreski. Jedna wyszła idealnie, a druga trochę krzywo. No cóż, trudno. Na usta naniosłam czerwoną szminkę. Popsikałam się perfumami mamy. Popatrzyłam w odbicie. Teraz był widoczny tylko jeden siniak. Na szyi.

Kiedy obmyśliłam plan jak się nie spóźnić, wyszłam z domu. Wyszłam dość szybko, bo wiedziałam, że muszę dojść na miejsce szybciej niż Jacob. I udało mi się. Choć musiałam stać w ukryciu, aby mnie teraz nikt nie zauważył, w zasadzie mi to nie przeszkadzało. Czekałam niecałe pięć minut, gdy on pojawił się na drodze prowadzącej do szkoły. Szybko do niego podbiegłam.

-Cześć. Chodź za mną.- Powiedziałam i poszłam w stronę lasu nie czekając na jego reakcję. Usłyszałam kroki. Był za mną. Uśmiechnęłam się. Po moim ciele krążyła adrenalina. Gdy byliśmy na bezpiecznej odległości, wreszcie stanęłam.

-Ojej, ślicznie dziś wyglądasz!- Powiedział Jacob przyglądając się mi. I, szczerze mówiąc, na prawdę poczułam się piękna. Nie muszę być najładniejszą według każdego. Dla mnie jest ważne, abym była idealna dla niego. Uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafię.

-Wiesz, chciałeś się dzisiaj ze mną umówić...

-Wiem, po lekcjach...- Nie mógł oderwać ode mnie wzroku. A wtedy coś zauważył.- Jejku, co ci się tutaj stało?!- Wskazał na mojego obojczyka. Cóż, mogłam się spodziewać, ze to zauważy, choć w głębi duszy miałam nadzieję, że nie.

-Uderzyłam się.- Powiedziałam spokojnie, po czym znów się uśmiechnęłam. Jacob delikatnie przesunął opuszkami palców po mojej szyi. Wyglądał na zmartwionego.- To nic, nie boli tak bardzo... A tak w ogóle nie bez powodu cię tu zaciągnęłam.- Popatrzył na mnie zdziwiony. Nagle otrzepał się, jakby wyszedł z jakiegoś transu. popatrzył na mnie.- Zaprosiłeś mnie na randkę. Bądźmy spontaniczni. Chodźmy teraz!

-Ojej, nie spodziewałbym się po mojej kujonce Katie, że specjalnie dla mnie urwie się z lekcji!- Uśmiechnęliśmy się. Ta chwila była cudowna. I chciałabym, aby trwała wiecznie. Uwielbiam czuć się szczęśliwa.

-Dla ciebie będę niegrzeczną dziewczynką.- Uśmiechnęłam się zalotnie. Zapowiadał się najlepszy dzień w moim życiu.

2 rozdział

Po lekcjach ponownie zaczepił mnie Jacob.

-No wiesz... Bo ja myślałem..., że może.. Może się umówimy?- Zapytał. Byłam cała rozpromieniona. Te trzy słowa, a jednak był zdenerwowany.  Pewnie często praktykował. Miał wiele dziewczyn. Ale może w końcu wybierze mnie. Dyskretny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, a znienawidzone rumieńce wypłynęły na moje policzki.

-Tak!- Krzyknęłam, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że okazałam za dużo entuzjazmu. Odchrząknęłam.- Tak.- Powiedziałam z powagą biznesmena. I wtedy on się uśmiechnął. Zmiękły mi kolana.

-To świetnie, może jutro?- Zapytał. Uśmiechnęłam się szerzej.

-Pewnie!- Odpowiedziałam, a motylki w brzuchu dawały o sobie znać. Jestem teraz taka szczęśliwa!

-To umówimy się po lekcjach, ja muszę spadać, do zobaczenia!- Powiedział i wysłał mi oczko.

-Pa!- Odpowiedziałam. Coś mi mówiło, że tej nocy nie będę mogła usnąć.

Całą drogę do domu myślałam tylko o nim. Miłość wypełniła mnie całą, perfekcyjnie po brzegi. Czułam się spełniona. Jeżeli coś między nami zajdzie, w społeczeństwie będę na lepszej pozycji. W końcu nie każda dziewczyna ma możliwość chodzenia z popularnym chłopakiem. Teraz już żadna nie będzie mogła, teraz będzie mój. I tylko mój. Już ja się o to postaram. Jak raz szczęście zapukało do moich drzwi, tak teraz go nie oddam.

Zaczęłam wyobrażać sobie rożne sytuacje, w których on był głównym bohaterem. Właśnie płynęliśmy na Titanicu. Nagle ogromny statek zaczyna tonąć. On osłania mnie przed spadającą częścią Titanica. Zostaje okaleczony w nogę, ale udaje, że go to nie boli. Kiedy lądujemy w wodzie, stara się, żebym to ja przeżyła, chociaż jego kosztem.

Tą wizję szybko oddaliłam od siebie. Teraz jesteśmy w górach. Rozgrzmiała się burza. Leje jak z cebra, mi jest strasznie zimno. Ukochany podał mi swoją kurtkę i przytulił, jednak za chwilę puścił. Pech chciał, że piorun trafił w drzewo koło mnie, a ono upadło na mnie. Przerażony Jacob z całych sił ściągnął ze mnie roślinę, która mi przygniotła nogi. Nie mogłam wstać, więc on mnie wziął na ręce i resztę drogi przeniósł mnie.

Moje wizje w końcu się skończyły. Stanęłam przed drzwiami domu. Nagle zaczęłam się stresować. Zaczęłam walczyć ze sobą. Najchętniej uciekłabym z Jacobem. Ale czas wrócić do rzeczywistości.

 Weszłam do środka. Starałam się iść jak najciszej, ale skrzypienie podłogi mnie zdradziło.Tato mnie usłyszał.

-Co, już kurwa jesteś!? O tej porze! Dziewczyno, opamiętaj się kurwa! Jak lekcje kończą się o 14, to ty masz być w domu punkt 14:05! Spóźniłaś się dwie minuty! Ty szmato! Ty cholerna dziwko!- Następne zdarzenia trwały niecałą sekundę. Ojciec podniósł rękę i uderzył mnie w twarz tak mocno, że upadłam na ścianę, która była koło mnie. Odbiłam się od ściany i wylądowałam na podłodze.

Wrzasnęłam z bólu. Rozwścieczony ojciec kopnął mnie w brzuch. Strasznie zabolało. Skuliłam się, czekając na kolejny cios. Tym razem kopnął mnie w udo. Tata pochylił się nade mną i uderzył mnie w ramię. Wrzasnął w furii.

Przyjmowałam kolejne razy i czekałam, aż przestanie. Na szczęście tata ma żelazną zasadę, aby dwa razy z rzędu nie bić mnie w twarz. Nie chciał, aby mój wygląd wszystko zdradzał, ale czułam, że tym razem może być coś widać. I to na jeden dzień przed randką. 

Eh, nawet w tej chwili wciąż o nim myślę. Marzę o tym, aby tu przybiegł i mnie uratował. Aby właśnie teraz przekroczył wejściowe drzwi i wywrócił mojego ojca. Aby mu oddał za te wszystkie czasy, w których mnie bił. Chcę już być od tego wolna. 

Kiedy tata wreszcie skończył mnie katować, krzyknął, ze mam iść do kuchni, bo nie ma zamiaru czekać na swój obiad dłużej, niż to jest konieczne. Odgrzałam na patelce szybko ziemniaki ze schabowym i nałożyłam mu surówki. Już dłużej na nic nie czekałam, poszłam do łazienki.

Przyjrzałam się sobie w lustrze. Od razu zrobił mi się siniak koło oka. Miałam zakrwawione włosy. Dotknęłam w bolące miejsce. Czerwona maź leciała mi zza ucha, najprawdopodobniej od uderzenia się od ściany, lub od podłogi. Nie miałam teraz ochoty patrzeć na pozostałe partie ciała. Przemyłam włosy gąbką i wybiegłam z domu. 

Płakałam, a ból nie ustępował. Bolała mnie każda część ciała. I jeszcze to upokorzenie. Przeżywałyśmy je razem z mamą, ale w końcu ojciec trafił ją w żołądek. Coś się jej stało, chyba pękła, czy coś. Teraz leży w szpitalu. Lekarze zauważyli siniaki i podrapania na całym ciele. Powiedziała, że miała wypadek samochodowy, w co nie chcieli do końca uwierzyć.Nie przyznała się. Rozumiem ją. Też bym się nie przyznała. 

Na moje szczęście nie było nikogo na placu zabaw. Usiadłam na huśtawce. Ciągle płakałam. Nie mogłam przestać. 

A co gdyby mama się przyznała? Gdyby jedna z nas powiedziała w końcu policji, że on się znęca nad nami? Z pewnością wiele by nie dało. Spisali by tylko protokół, a mój rozwścieczony tata odegrał by się na nas za wszystkie czasy.

Boję się. Dlaczego on nie może być jak wszyscy ojcowie?

-Znów ci to zrobił?- Usłyszałam czyjś głos. Podniosłam głowę. James. Tylko on wiedział. Był moim sąsiadem. I przyjacielem. Nas oboje spotkał ciężki los. Mnie katował ojciec, a jego rodzice umarli. Na wychowanie Wysłano go do cioci i wujka. A za dobrzy oni nie byli. Nienawidzili Jamesa z całego serca. Utrudniali mu życie jak tylko się dało. Czasami bywały nawet dni, w których nie dostawał jedzenia. Wtedy ja mu pomagałam. Ale jego przynajmniej nie bili. 

-Cześć.- Powiedziałam zachrypniętym głosem.-U mnie tak jak widać.- Otarłam łzy.- A co u ciebie?

-Och, wujek się wkurzył, bo dostałem jedynkę z angielskiego. Wygonił mnie z domu. Nie mogę dziś w nocy spać w swoim pokoju.- Popatrzyłam na niego ze współczuciem. Kto z nas ma gorzej? Tego nie wiem. Obydwoje mamy ciężko. Nie wiem, czy mogę mu teraz jakoś pomóc. Chyba mogę, ale kosztem mojego ciała. 

-Jak chcesz, to przenocuję cię u siebie w pokoju, tylko musimy wejść, aby nie zauważył nas mój tato.- Oznajmiłam. 

-Nie trzeba. Jakoś sobie poradzę. Nie będę cię narażał, już się dzisiaj też sporo nacierpiałaś. W zasadzie zawsze marzyłem, aby spać pod gołym niebem. Może policzę gwiazdy.- Uśmiechnął się, a po chwili posmutniał. Zawahał się, po czym zapytał:- A masz coś może do jedzenia?

No nie, znowu go głodzili. To już za wiele. Kiwnęłam do niego głową, że mam, po czym pobiegłam do domu. Otworzyłam lodówkę. Zabrałam opakowanie kabanosów i trzy pajdy chleba. Może mu starczy. Pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam zapasową kołdrę, przyda mu się ona dzisiaj.

Schodząc po schodach, starałam się, aby nie zauważył mnie ojciec. Zajrzałam do salonu. Na szczęście drzemał przed telewizorem. Wybiegłam z domu. Moim  miejscem docelowym był las. Zawsze, jak coś przemycałam dla Jamesa, to zazwyczaj do lasu. Po to, aby nie zauważyli tego nasi opiekunowie.

-Ojej, dziękuję!- Zabrał się za jedzenie. Patrzyłam, jak zachłannie zjadał dwa kabanosy i zagryzał chlebem. Większość jedzenia jednak zostawił. Domyślam się, ze na później. Nie wiadomo, co będzie jutro.- Kołdrę też przyniosłaś? Jejku, dziękuję! Nie wiem, jak ci się odwdzięczę... 

-Po prostu bądź.- Uśmiechnęłam się do niego.

sobota, 23 sierpnia 2014

1 rozdział

On był mi obojętny. Nie interesowałam się nim. Aż do tamtego dnia. Znaczy, do tych dwóch dni. Ten drugi był ważniejszy. Ale chyba najbardziej podobała mi się ta jego aura tajemniczości. Był bardzo popularny, był w końcu kapitanem w naszej szkolnej drużynie koszykówki. Z tego co wiem, był też bogaty. Ale to mnie akurat bardzo nie interesowało.

Jestem kujonką i nikt mnie nie lubi. Znaczy lubią, ale tylko przez jeden dzień, w którym to daję im spisać zadanie domowe. Tamtego dnia o zadanie poprosił mnie właśnie on. Zdziwiłam się, bo taki popularny chłopak jak on mógł poprosić kogo kol wiek. A jednak poprosił mnie. Kiedy moja twarz wyrażała zdumienie, on uśmiechnął się.

-Dasz mi, czy nie?- Zapytał z uśmieszkiem.

-Och, tak, tak, już daję...- Roztrzepana podałam mu mój zeszyt do matematyki. Patrzyłam na niego całą przerwę, póki nie zdążył przepisywać. Wiem, ze to nieładnie się gapić, ale nie mogłam odwrócić wzroku. Nawet nie wiedziałam czemu.

Tuż przed dzwonkiem oddał mi mój zeszyt i podziękował. Wysłał mi swój uśmiech. Właśnie to sprawiło, ze nagle poczułam się szczęśliwa. To jego uśmiech sprawił, ze na mojej twarzy pojawił się rumieniec. To jego kultura sprawiła, ze czułam się, jakbym unosiła się dziesięć metrów nad ziemią. Czułam się taka... wolna. Taka... Zakochana. Na początku nie chciałam się sama sobie to tego przyznać, ale... To właśnie on sprawił, że przestałam się czuć, jak szara myszka na pastwie zwyczajnych uczniów.

Wieczorem nie mogłam usnąć. Przestałam myśleć o wszystkich problemach, o tym, że jutro mam sprawdzian z biologi, o tym, że na dole siedział mój tata, któremu nie chciałam się narażać. Zapomniałam o tym, ze mama leżała w szpitalu i miała małe szanse, żeby wyzdrowieć.

Liczył się tylko on. To, jak się kłócił z kolegami. To, jak odpowiadał na fizyce. To, jak strzelił kosza, dzięki któremu nasza szkoła wygrała marcowe rozgrywki. Liczyło się to, jak się śmiał, gdy go coś rozśmieszyło. Liczył się jego wzrok skierowany wprost na mnie. Liczyły się jego niebieskie oczy wwiercone prosto w moje. Liczyły się jego przecudowne, brązowe włosy. Liczył się jego wysoki wzrost, dzięki któremu łatwiej sięgał do kosza. Liczył się cały on. Bo to po prostu Jacob.

Następnego dnia, gdy szłam do szkoły, nagle usłyszałam, że ktoś woła moje imię.

-Katie!- Obróciłam się. Zobaczyłam, ze to był mój ulubiony gwiazdor koszykówki. Uśmiech momentalnie wypłynął na moje usta. Mój brzuch zaczęły wiercić motylki. W moim ciele podskoczyła adrenalina. To był "mój" Jacob.

-Hej!- Zawołałam do niego. Posłał mi swój słodki uśmiech. Popatrzył prosto w moje oczy. Myślałam, ze zaraz zemdleję ze szczęścia. Chyba w końcu ktoś mnie zauważył.

-Cześć. Ja chciałem ci tylko podziękować za to, że dałaś mi wczoraj spisać lekcje. Dzięki tobie dostałem piątkę.

-Och, to drobiazg.- Powiedziałam, czując, że się rumienię. Uśmiech nie schodził z moich ust.

-Mam coś dla ciebie. To za przysługę.- Powiedział zakładając na moją rękę bransoletkę.

-Jej, dziękuję nie trzeba było!- Przyglądałam się jego błękitnym oczom.

-Trzeba było. To na szczęście. Ja muszę spadać. Cześć!- Pomachałam mu cała w motylkach.

Czułam się, jakbym nagle ważyła o tonę mniej. Byłam szczęśliwa! Właściwie pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. to wspaniałe uczucie. Teraz wiem na pewno, że jestem w nim zakochana.

Nie mogłam się skupić na lekcjach. Cały czas studiowałam podarunek od Jacoba. Złoty słonik z podniesioną trąbą do góry i wyrytą czterolistną koniczyną na grzbiecie. Wisiała na czarnym rzemyku. Z jednej strony słonika widniał wyryty napis "Dla Katie, od Jacoba". Chyba byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Ale wtedy zorientowałam się, ze za pięć minut skończy się lekcja biologii, a ja siedziałam nad sprawdzianem, na którym nie napisałam ani słowa.