Muzyka

wtorek, 23 września 2014

5 rozdział

Byłam bardzo zaciekawiona gdzie mnie zabierze. Wyobrażałam sobie wiele. On jednak zaczął mnie oprowadzać po swoim podwórku. Zawstydziłam się. Miał ogromny basen, duży piękny ogród z kwiatami, mały budynek, w środku którego znajdowała się mini siłownia. Sądząc po jego pięknej muskulaturze korzystał z niej przynajmniej raz w tygodniu.

On uśmiechał się chodząc ze mną po całej posiadłości i pokazując mi wszystko, co posiada. Ja jednak czułam zażenowanie. Nie posiadałam nawet jednej czwartej tego, co on. Jednak pomimo tego, jak głupio się czułam odwzajemniałam niepewnie uśmiech.

Kiedy w końcu zauważył że mi trochę nie odpowiada jego zachowanie, przystopował. Złapał mnie za rękę.

-Chodź.- Oznajmił. Zauważyłam, że jego zapał ostygł. Zaciekawiło mnie czemu. Może jednak udawałam za mało zainteresowaną. A on prowadził mnie. Przekroczyliśmy jego bramę. Popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem.- Idziemy na spacer.

Wyluzowałam się. Zaczął mnie prowadzić w stronę lasu. Weszliśmy w dróżkę, której nigdy wcześniej nie zauważyłam.

-Skąd ona się tu wzięła?- Zapytałam. Bo zdziwiło mnie, że pomimo, że mieszkam w tej okolicy nie wiedziałam, że ona tu istnieje i dokąd prowadzi.


-Wiesz, tak szczerze mówiąc, ten las, ogólnie dużo miejsc jest w własnością mojej rodziny. Mimo wszystko inni i tak tędy łażą, więc postaraliśmy się zasadzić tu parę drzew, żeby nie było widać tej dróżki. Jak widać- podziałało.

-A dokąd prowadzi?- Zapytałam zaciekawiona.

-Do jeziora. Uwielbiam tam przesiadywać, szczególnie kiedy łowimy tam z tatą ryby, wiesz, tak dla rozrywki, co złowimy to z powrotem do rzeki. Z tym miejsce mam wiele wspomnień.


-Tak? Naprawdę? Jakie?- Zapytałam.


-W gorące dni skakałem z Prim na sznurku do wody. Pamiętam jak tato się namęczył, aby wejść na drzewo i ten sznur tam zawiesił. Przy okazji zrobił huśtawkę z opony. Bo mimo, że było nas stać na coś lepszego, chciał nam dać kawałek zwyczajnego dzieciństwa.- Jacob uśmiechnął się do swoich wspomnień, mnie zaś objęła zazdrość.

-Kto to jest Prim!?- Naburmuszyłam się trochę. Więc jeżeli miał tam dobre wspomnienia z jakąś dziewczyną, ja po prostu będę następną. Usłyszawszy moje pytanie, chłopak uśmiechnął się krzywo. Jakbym poruszała niechciany przez niego temat.

-Tak na imię miała moja siostra.- Nagle zrobiło mi się strasznie głupio. Znów niechcący poruszyłam ten temat. Ale postanowiłam już dokończyć ten temat, aby nie popełnić tej samej gapy po raz drugi.

-Co się właściwie z nią stało?- Popatrzyłam w jego smutną twarz, a potem spuściłam wzrok. Dziwnie się czułam. On milczał. Nie powinnam o to pytać, ale trudno, nie odwrócę czasu. Ze smutkiem zaczęłam liczyć moje kroki. Raz- dwa. Raz- dwa. Nie wiem, jak daleko było jeszcze do naszego celu, ale ale wiedziałam, że muszę szybko zmienić temat, nim przestaniemy dzisiaj rozmawiać w ogóle. Ale nim coś wymyśliłam, on jednak odpowiedział drżącym głosem.

-Ona... Tak mi jej cholernie brakuje!- Stanął, a ja razem z nim. Po jego policzku spłynęła łza. Przytuliłam go. Chciałam zakończyć ten temat, jak ochłonie. Nie potrzebnie się zapytałam. Smutek sprawił, że już mi się nic nie chciało.- Ona od nas odeszła, tak po prostu. Nie chciało jej się już żyć. Zabiję gnoja!

Nagle przestałam już rozumieć cokolwiek. Co tak właściwie się stało? Nie chciałam się pytać, bałam się jego reakcji.

Puściłam go z objęć.

-Więc co właściwie się stało?- To pytanie samo wymsknęło się z moich ust. Znienawidziłam się za to.

-Była bardzo zakochana, codziennie przychodziła szczęśliwa ze szkoły i nikt nie potrafił jej zepsuć humoru. Jej dobre samopoczucie trwało przez trzy lata. Bardzo długo, nawet jak na związek z takim stażem. Aż do pewnego dnia. Coś się stało. gdy wypatrując ją przez okno zauważyłem, że idzie smutna, taka... inna, niż zawsze. Płakała. A ja wtedy byłem smarkaczem i niczego nie rozumiałem. Gdy po nią wybiegłem przed dom, szybko otarła policzki i uśmiechnęła się do mnie szeroko. Ale jej oczy były inne, niż zawsze. Pomimo mojego szczenięcego wieku, od razu zauważyłem różnicę. Gdy zapytałem, powiedziała, że przecież nic się nie stało. Ale zmieniła się. Stała się taka... sztuczna. Od tamtego dnia już nigdy się nie uśmiechnęła tak prawdziwie. Raz wszedłem do jej pokoju, a ona miała całe zakrwawione ręce. Przeraziłem się, wtedy nie rozumiałem, a ona zaczęła na mnie krzyczeć przez łzy, żebym ją zostawił, no to ją zostawiłem.

-Jejku... Wykrwawiła się?- Było mi cholernie smutno. Nie wiedziałam, ze takie rzeczy spotykają na pozór szczęśliwych ludzi. Mięli wszystko, pieniądze, dobrych rodziców, dużo talentów i urodę. A jednak to nie wszystko...

-Nie, nie wykrwawiła się. O tej sprawie nie powiedziałem rodzicom, ale oni i tak wiedzieli. Mama popłakiwała. Tata wiecznie chodził spięty i rozczulał się nad nią. Nagle zaczęli zwracać więcej uwagi niż zwykle, nie chcieli, żeby coś się stało, chodź wiedzieli, że to nieuniknione. Prim doceniała ich starania, ale z każdym dniem coraz bardziej się od nas odsuwała. Aż raz odsunęła się już na zawsze.- Przeraziłam się. Dostałam gęsiej skórki.- Popełniła samobójstwo. Powiesiła się.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Zabrakło mi słów. To było takie straszne. Jednym z najgorszych przeżyć jest chyba właśnie to, gdy tracisz kogoś, kogo kochasz.

W ciszy dotarliśmy na miejsce. Moim oczom okazało się duże jezioro. Wyobraziłam sobie kąpiących się tam Jacoba i Prim. Dwójka szczęśliwych dzieci. Najlepszy okres w życiu, który w końcu został przerwany nieszczęśliwą miłością dziewczynki.

Mój chłopak podszedł od tyłu i mnie przytulił. Przekręciłam głowę i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy. Bo przecież Prim to nie tylko ta smutna dziewczyna, była tez kiedyś szczęśliwym dzieckiem korzystającym z życia.

-Widzę, ze się dzisiaj bardzo ładnie ubrałaś.- Jego uśmiech na twarzy bardzo się poszerzył.

-Dziękuj...- Jacob wziął mnie na ręce i zaczął ze mną biegnąć.-AAAAA!, co ty robisz?

Nim zorientowałam się, co ma zamiar począć, on wrzucił mnie do wody. Moje ciało ogarnął przerażający chłód.Woda przemoczyła mnie do suchej nitki. To nie było miłe.

-Co ty zrobiłeś, debilu!?- Nagle zewsząd było słychać jego głośny śmiech. Wybiegłam z wody i złapałam go za rękę. Nim zdążył się zaprzeć nogami, wylądował w wodzie. Zaczęliśmy się chlapać. A wtedy coś sobie przypomniałam.- Czekaj!

-Co czekaj, wojna, to wojna!- Uderzył pięścią w wodę, a ta prysnęła na mnie. Wrzasnęłam, gdy poczułam wodę na sobie.

-Ale poczekaj, która godzina? Po na drugą mam być w domu.- Jacob wyszedł z wody. Wiem, że pewnie dalej by się ze mną dręczył, ale chyba musiał zobaczyć moją przerażoną twarz, że poszedł sprawdzić, która jest. 

-Za dwadzieścia druga.

No pięknie. Jestem na wagarach trzy kilometry od domu, na dodatek koło jeziorka, a naokoło jest las. A ja cała przemoczona.

-Przepraszam, ale ja muszę iść!

Wiem, ze go rozczarowałam, ale przeraźliwie bałam się ojca. Miałam tylko nadzieję, że zdążę wrócić przed czasem, a on nie zauważy w jakim jestem stanie.

Dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam w stronę domu zostawiając go rozczarowanego.

1 komentarz: