Muzyka

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

2 rozdział

Po lekcjach ponownie zaczepił mnie Jacob.

-No wiesz... Bo ja myślałem..., że może.. Może się umówimy?- Zapytał. Byłam cała rozpromieniona. Te trzy słowa, a jednak był zdenerwowany.  Pewnie często praktykował. Miał wiele dziewczyn. Ale może w końcu wybierze mnie. Dyskretny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, a znienawidzone rumieńce wypłynęły na moje policzki.

-Tak!- Krzyknęłam, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że okazałam za dużo entuzjazmu. Odchrząknęłam.- Tak.- Powiedziałam z powagą biznesmena. I wtedy on się uśmiechnął. Zmiękły mi kolana.

-To świetnie, może jutro?- Zapytał. Uśmiechnęłam się szerzej.

-Pewnie!- Odpowiedziałam, a motylki w brzuchu dawały o sobie znać. Jestem teraz taka szczęśliwa!

-To umówimy się po lekcjach, ja muszę spadać, do zobaczenia!- Powiedział i wysłał mi oczko.

-Pa!- Odpowiedziałam. Coś mi mówiło, że tej nocy nie będę mogła usnąć.

Całą drogę do domu myślałam tylko o nim. Miłość wypełniła mnie całą, perfekcyjnie po brzegi. Czułam się spełniona. Jeżeli coś między nami zajdzie, w społeczeństwie będę na lepszej pozycji. W końcu nie każda dziewczyna ma możliwość chodzenia z popularnym chłopakiem. Teraz już żadna nie będzie mogła, teraz będzie mój. I tylko mój. Już ja się o to postaram. Jak raz szczęście zapukało do moich drzwi, tak teraz go nie oddam.

Zaczęłam wyobrażać sobie rożne sytuacje, w których on był głównym bohaterem. Właśnie płynęliśmy na Titanicu. Nagle ogromny statek zaczyna tonąć. On osłania mnie przed spadającą częścią Titanica. Zostaje okaleczony w nogę, ale udaje, że go to nie boli. Kiedy lądujemy w wodzie, stara się, żebym to ja przeżyła, chociaż jego kosztem.

Tą wizję szybko oddaliłam od siebie. Teraz jesteśmy w górach. Rozgrzmiała się burza. Leje jak z cebra, mi jest strasznie zimno. Ukochany podał mi swoją kurtkę i przytulił, jednak za chwilę puścił. Pech chciał, że piorun trafił w drzewo koło mnie, a ono upadło na mnie. Przerażony Jacob z całych sił ściągnął ze mnie roślinę, która mi przygniotła nogi. Nie mogłam wstać, więc on mnie wziął na ręce i resztę drogi przeniósł mnie.

Moje wizje w końcu się skończyły. Stanęłam przed drzwiami domu. Nagle zaczęłam się stresować. Zaczęłam walczyć ze sobą. Najchętniej uciekłabym z Jacobem. Ale czas wrócić do rzeczywistości.

 Weszłam do środka. Starałam się iść jak najciszej, ale skrzypienie podłogi mnie zdradziło.Tato mnie usłyszał.

-Co, już kurwa jesteś!? O tej porze! Dziewczyno, opamiętaj się kurwa! Jak lekcje kończą się o 14, to ty masz być w domu punkt 14:05! Spóźniłaś się dwie minuty! Ty szmato! Ty cholerna dziwko!- Następne zdarzenia trwały niecałą sekundę. Ojciec podniósł rękę i uderzył mnie w twarz tak mocno, że upadłam na ścianę, która była koło mnie. Odbiłam się od ściany i wylądowałam na podłodze.

Wrzasnęłam z bólu. Rozwścieczony ojciec kopnął mnie w brzuch. Strasznie zabolało. Skuliłam się, czekając na kolejny cios. Tym razem kopnął mnie w udo. Tata pochylił się nade mną i uderzył mnie w ramię. Wrzasnął w furii.

Przyjmowałam kolejne razy i czekałam, aż przestanie. Na szczęście tata ma żelazną zasadę, aby dwa razy z rzędu nie bić mnie w twarz. Nie chciał, aby mój wygląd wszystko zdradzał, ale czułam, że tym razem może być coś widać. I to na jeden dzień przed randką. 

Eh, nawet w tej chwili wciąż o nim myślę. Marzę o tym, aby tu przybiegł i mnie uratował. Aby właśnie teraz przekroczył wejściowe drzwi i wywrócił mojego ojca. Aby mu oddał za te wszystkie czasy, w których mnie bił. Chcę już być od tego wolna. 

Kiedy tata wreszcie skończył mnie katować, krzyknął, ze mam iść do kuchni, bo nie ma zamiaru czekać na swój obiad dłużej, niż to jest konieczne. Odgrzałam na patelce szybko ziemniaki ze schabowym i nałożyłam mu surówki. Już dłużej na nic nie czekałam, poszłam do łazienki.

Przyjrzałam się sobie w lustrze. Od razu zrobił mi się siniak koło oka. Miałam zakrwawione włosy. Dotknęłam w bolące miejsce. Czerwona maź leciała mi zza ucha, najprawdopodobniej od uderzenia się od ściany, lub od podłogi. Nie miałam teraz ochoty patrzeć na pozostałe partie ciała. Przemyłam włosy gąbką i wybiegłam z domu. 

Płakałam, a ból nie ustępował. Bolała mnie każda część ciała. I jeszcze to upokorzenie. Przeżywałyśmy je razem z mamą, ale w końcu ojciec trafił ją w żołądek. Coś się jej stało, chyba pękła, czy coś. Teraz leży w szpitalu. Lekarze zauważyli siniaki i podrapania na całym ciele. Powiedziała, że miała wypadek samochodowy, w co nie chcieli do końca uwierzyć.Nie przyznała się. Rozumiem ją. Też bym się nie przyznała. 

Na moje szczęście nie było nikogo na placu zabaw. Usiadłam na huśtawce. Ciągle płakałam. Nie mogłam przestać. 

A co gdyby mama się przyznała? Gdyby jedna z nas powiedziała w końcu policji, że on się znęca nad nami? Z pewnością wiele by nie dało. Spisali by tylko protokół, a mój rozwścieczony tata odegrał by się na nas za wszystkie czasy.

Boję się. Dlaczego on nie może być jak wszyscy ojcowie?

-Znów ci to zrobił?- Usłyszałam czyjś głos. Podniosłam głowę. James. Tylko on wiedział. Był moim sąsiadem. I przyjacielem. Nas oboje spotkał ciężki los. Mnie katował ojciec, a jego rodzice umarli. Na wychowanie Wysłano go do cioci i wujka. A za dobrzy oni nie byli. Nienawidzili Jamesa z całego serca. Utrudniali mu życie jak tylko się dało. Czasami bywały nawet dni, w których nie dostawał jedzenia. Wtedy ja mu pomagałam. Ale jego przynajmniej nie bili. 

-Cześć.- Powiedziałam zachrypniętym głosem.-U mnie tak jak widać.- Otarłam łzy.- A co u ciebie?

-Och, wujek się wkurzył, bo dostałem jedynkę z angielskiego. Wygonił mnie z domu. Nie mogę dziś w nocy spać w swoim pokoju.- Popatrzyłam na niego ze współczuciem. Kto z nas ma gorzej? Tego nie wiem. Obydwoje mamy ciężko. Nie wiem, czy mogę mu teraz jakoś pomóc. Chyba mogę, ale kosztem mojego ciała. 

-Jak chcesz, to przenocuję cię u siebie w pokoju, tylko musimy wejść, aby nie zauważył nas mój tato.- Oznajmiłam. 

-Nie trzeba. Jakoś sobie poradzę. Nie będę cię narażał, już się dzisiaj też sporo nacierpiałaś. W zasadzie zawsze marzyłem, aby spać pod gołym niebem. Może policzę gwiazdy.- Uśmiechnął się, a po chwili posmutniał. Zawahał się, po czym zapytał:- A masz coś może do jedzenia?

No nie, znowu go głodzili. To już za wiele. Kiwnęłam do niego głową, że mam, po czym pobiegłam do domu. Otworzyłam lodówkę. Zabrałam opakowanie kabanosów i trzy pajdy chleba. Może mu starczy. Pobiegłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam zapasową kołdrę, przyda mu się ona dzisiaj.

Schodząc po schodach, starałam się, aby nie zauważył mnie ojciec. Zajrzałam do salonu. Na szczęście drzemał przed telewizorem. Wybiegłam z domu. Moim  miejscem docelowym był las. Zawsze, jak coś przemycałam dla Jamesa, to zazwyczaj do lasu. Po to, aby nie zauważyli tego nasi opiekunowie.

-Ojej, dziękuję!- Zabrał się za jedzenie. Patrzyłam, jak zachłannie zjadał dwa kabanosy i zagryzał chlebem. Większość jedzenia jednak zostawił. Domyślam się, ze na później. Nie wiadomo, co będzie jutro.- Kołdrę też przyniosłaś? Jejku, dziękuję! Nie wiem, jak ci się odwdzięczę... 

-Po prostu bądź.- Uśmiechnęłam się do niego.

2 komentarze:

  1. Smutna historia :(
    ***
    Zapraszam do mnie http://morderstwohamilton.blogspot.com
    http://dancingcinderellastory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń